Witam. Dzisiejszy rozdział będzie w pewnym sensie przełomowym. Sami zrozumiecie dlaczego. A do końca już nie zostało wiele.
Co do licznych pytań o przyjaciela... Czy to naprawdę istotne, kim on jest? Celowo nie umieściłam przy nim żadnego imienia, ani też opisu. Kim jest? Dla każdego niech będzie kimś, kto mu pasuje na to miejsce.
***
Środa
Pusto tak. Sama z Chibi.
Zapomnieli, że to dziś? Tak, wiem, praca. Ale i tak mi smutno.
Pogoda
była ładna. Spędziła więc z córką większość dnia na świeżym powietrzu. Może i
jej to dobrze zrobi?
Kaszel
ciągle ją męczył. Ale przecież mogła się śmiać, biegać za różowowłosą
dziewczynką, kupować jej lalki. Najtańsze, ale wciąż lalki.
Poszły
do cukierni na ciastka i herbatę.
Kiedy
wracały do domu, powoli zapadał już zmrok.
Wdrapały się na właściwe piętro, otworzyły drzwi, zapaliły światło…
-
Usagi-chan! Niespodzianka!
A
jednak pamiętali o jej urodzinach.
Wieczór
był miły. Żartowali, co nieco wypili, oglądali stare zdjęcia. Jakby nic złego
się nie działo. Chibi po tylu wrażeniach prędko poszła spać.
Zostali
więc we trójkę.
Trójka
najlepszych przyjaciół była razem i była szczęśliwa.
Usagi
wyszła zapalić.
-
Nareszcie się śmieje tak, jak powinna – skomentowała Minako.
-
Tak – westchnął – od dłuższego czasu brakowało mi tego śmiechu.
-
Jest coś, co możesz zrobić, aby widywać go częściej.
-
Tak? Co dokładnie?
Zgasiła
papierosa i po cichutku weszła do pokoju. Nie chciała w końcu obudzić córki.
Słysząc jednak ściszone głosy z kuchni postanowiła niw ujawniać na razie swojej
obecności. Przytuliła się do futryny i nasłuchiwała.
-
Przecież jej nie kocham. Lubię ją, nawet bardzo. Jest moją bliską przyjaciółką.
Najbliższą. Ale jej nie kocham.
-
Nie każę ci jej kochać. Jesteś w końcu mężczyzną. Faceci świetnie kłamią.
-
Mam ją oszukiwać?
-
Dla jej dobra. Dla jej szczęścia. Sam widzisz, jak rzadko uśmiech gości na jej
twarzy. Zrób to dla niej.
-
Nie potrafiłbym.
-
Nie zostało już jej wiele. Lekarze dają miesiąc. W najlepszym wypadku dwa.
Chyba lepiej, żeby odeszła z tego świata szczęśliwa…
-
Naprawdę nie wiem, czy dam radę.
Ukrył
twarz w dłoniach. Minako napełniła kieliszki i podsunęła mu jeden.
-
Pij. Lepiej ci zrobi.
-
Nie sądzę.
Jednak
wypił. Wsparł głowę dłonią.
-
Zobaczymy, jak to wszystko potoczy się dalej – westchnął.
-
A zależy ci chociaż na niej?
-
Jakby mi nie zależało to nie byłoby mnie tutaj, prawda?
-
Masz rację – ciężko wypuściła powietrze – A właśnie, gdzie ona tak długo się
podziewa?
-
Pewnie siedzi na balkonie. Pójdę sprawdzić.
Po
chwili mężczyzna ze zgrozą zauważył, że nie tylko nie ma jej na balkonie, ale
również brakuje jej kurtki i butów.
-
Wyszła – oznajmił krótko.
Natychmiast
wyszedł jej szukać. Mina musiała zostać ze śpiącą Chibi. Poza tym, Usagi mogła
przecież wrócić.
A
w jego głowie kłębiły się różne myśli. A jeżeli słyszała ich rozmowę i dlatego
uciekła? To byłaby katastrofa. Miał cichą nadzieję, że blondynka po prostu
wyszła się przewietrzyć. Poza tym, zawsze lubiła spacery.
Znał
kilka jej miejsc. Szybko się w nie udał. Każde jednak świeciło pustkami i wiało
lodowatym wiatrem. Noc należała do tych chłodniejszych.
W
końcu znalazł ją w jednej z uliczek pomiędzy blokami. Siedziała oparta o ścianę
obejmując kolana ramionami.
-
Usagi! Tak się martwiłem! Nic ci nie jest? – Podbiegł do niej od razu.
-
Nie – powiedziała cicho.
-
Co ci strzeliło do głowy, żeby wychodzić w środku nocy? – Ostrożnie pomógł jej
wstać.
-
Chciałam pospacerować.
-
A dlaczego nie powiedziałaś? Ktoś poszedłby z tobą.
-
Nie chciałam wam robić problemu. W końcu i tak jestem dla was ciężarem.
Załamał
ręce.
-
Znowu zaczynasz?
-
Bo tak jest.
-
Jak możesz tak mówić? Jesteśmy przyjaciółmi.
-
Przyjaciół nie powinno obarczać się takim brzemieniem.
Spojrzał
na nią katem oka. W głowie dźwięczały mu słowa Minako.
-
Przecież nie zostawimy cię samej. Przynajmniej ja cię nie zostawię – poprawił –
Nigdy.
Podeszła
do niego i uniosła głowę, aby móc spojrzeć mu w oczy.
-
Dlaczego? – Rzuciła sucho – dlaczego do jasnej cholery nie pozwolisz mi umrzeć
w spokoju?
-
Bo cię kocham głupia – wyszeptał i zamknął jej usta pocałunkiem, żeby nie
zdążyła już nic powiedzieć.
Po
jej policzku spłynęła łza.
Wiedziała,
że kłamie. Ale tak bardzo pragnęła to usłyszeć. Chciała żyć w pięknym
kłamstwie, by zaznać, choć trochę szczęścia. Brnęła więc w tę grę, od razu
wiedząc, że nie skończy się dobrze.
Eniee