Blog, Blogi, Fotoblogi - załóż już dzisiaj!
godz: 17:29 data: 2012.01.21
Dzienniki 1

- Nareszcie u siebie!
Opadła bezwładnie na fotel za swoimi plecami. Uśmiechnęła się do swoich myśli.
- Nie tak prędko, Usagi-chan! – usłyszała krzyk z drugiego pomieszczenia – trzeba się jeszcze rozpakować, poukładać wszystko.
- Oj, Mina, nie psuj mi świetnego humoru.
Powoli wstała i podeszła do okna.
- Mmmmmamo, pić! Daj pić! – krzyczała 2-letnia ChibiUsa.
Złotowłosa pogłaskała ją po głowie.
- Już idę kochanie.
- Mina, gdzie postawiłaś sok? – spytała, gdy wszystkie trzy były już w kuchni.
- Jest w tej szafce obok okna.
Usagi przygotowała dziewczynce napój i oparła się o blat szafki.
- Myślisz, że się pomieścimy? – spytała po chwili.
- Na pewno. Zobacz, na korytarzu też są szafy. Poza tym, przecież nie mamy aż tyle rzeczy.
- No tak – uśmiechnęła się młoda matka – w końcu to wszystko było na wariackich papierach.

Wyszła na balkon zapalić. Chociaż każde z nich było uzależnione od nikotyny, ustalili, że nie będą zatruwać dziecka.
Zacisnęła mocno rękę na balustradzie.
Z balkonu rozpościerał się niezbyt ciekawy widok. Brudne ulice, kosze na śmieci, stare bloki. Ale mieszkanie było przytulne. I tanie.
Po chwili usłyszała, jak otwierają się za nią drzwi.
- Znowu palisz – zabrzmiał męski głos.
Wzruszyła ramionami. Też zapalił.
- Nie wiem, po jaką cholerę tu z wami przyjechałem.
- Już żałujesz?- obrzuciła go spojrzeniem.
- Nie. Po prostu nie wiem, co będzie dalej.
Pociągnął łyk piwa z puszki. Wyjęła mu ją z rąk i sama wypiła.
- Będzie dobrze – uśmiechnęła się.

Wszyscy już spali. To znaczy wszyscy oprócz niej. W pokoju dało się słyszeć trzy miarowe oddechy. I jeden niespokojny.
Ona nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku na bok już od godziny. Nic nie pomagało.
W końcu wstała i poszła do kuchni. Napiła się zimnej wody. Zatrzymała wzrok na swoim odbiciu w szklanych drzwiczkach szafki. Blada. Ale to przecież żadna nowość. Była blada odkąd tylko pamiętała. Zwłaszcza ostatnio.
Cicho wróciła do pokoju. Zatrzymała się przy jego łóżku. Tak zabawnie wyglądał kiedy spał. Ostrożnie nachyliła się nad jego twarzą. Wyciągnęła rękę, by delikatnie dotknąć opuszkami palców jego ust. Zabrała ją gwałtownie. Przecież to tylko przyjaciel.

Eniee


Komentuj(2)


godz: 19:20 data: 2012.01.15
Ponad granicami

Korzystając z chwili wolnego czasu...

Jak pewnie zauważyliście, tego typu notki pojawiają się niezmiernie rzadko na tym blogu. W zasadzie tekst pasuje bardziej na Isia, no ale...


Pisanie.

Każdy pisze tak naprawdę z innych powodów. I ja mam swoje. Zazwyczaj po prostu chcę, aby ktoś to przeczytał. Ale zazwyczaj jest to konkretna osoba, która zazwyczaj tego nie czyta. Dlaczego? Bo zazwyczaj nie wie o istnieniu takiego tekstu. No ale ja nie o tym chciałam dziś.

Jak się pisze? Różnie. Raz lepiej, a raz gorzej. W zasadzie nic nie może mnie ograniczyć, co zresztą widać. Znacie moje teksty. Wiecie, że po mnie, w zasadzie, wszystkiego można się spodziewać. Bo w pisaniu ogranicza mnie tylko moja własna wyobraźnia.

Tylko? A moża aż?

To zacznijmy od samego początku. Przebrnijmy przez te wszystkie granice, które stoją, stały i stać będą przed pisańskiem.

Pierwsze opowiadanie - to juz przekroczenie pewnej granicy. Przede wszystkim chodzi tu o wiarę w siebie i własne możliwości. Dotychczas miałam masę pomysłow na różne teksty. Zawsze zaczynałam pisać i... kończyło się to w martwym punkcie. A  "Trochę inna przyszłość" to pierwsze opowiadanie w moim życiu, które ukończyłam. Pomijając już jego poziom - to był jakiś krok na przód.

Tekst typowo SM-kowy. Realizacja jednego z wielu pomysłów z mojej głowy. I pytanie: co dalej. Przecież już napisałam to, co chciałam.

Kolejna granica? Tak.

"Widok".

To już jest zdecydowanie mniej SM. Bardziej zwykłe. Nie magiczne. Życiowe. Prozaiczne. To też pewna granica w pisaniu FF. Pierwszy krok w odchodzeniu od oryginału. Chociaż w zasadzie wszystkie FF są odejściem od oryginalności, to jednak. Tu był pewien przełom. I kolejna granica. Wstydu.

Przecież nie ukończyłam "Widoku". Przerosło mnie to. I pozostało pytanie: co dalej? Jak to rozwiązać?

Ale i tą granicę przekroczyłam. Udało mi się przyznać do swoich słabości i jakoś zakończyć to, czego nie potrafiłam napisać.

"Czarna Perła"? Granica pewnego ustalonego ładu. Dotychczas wszystkie opo były z serii U&S. A to było inne. Czy się nie bałam? Cholernie. Ale kto nei ryzykuje.
Kolejna granica? Nie do końca Happy end. Też się bałam. Poza tym... Mniej światła. Więcej mroku.

Lećmy dalej.

"I'm only"? Takie lekkie i przyjemne. Pomińmy to.

"Palcem po szybie".

Ale tutaj ciężko mi jest określić tą granicę. Chociaż była potężna, a przekroczenie jej nie było łatwe. Odejście od oryginału już konkretne. Granica konwenansów? To też nie do końca to. Granica strachu. Prawdziwa granica strachu. Pamiętam jak dziś mailowanie z Dulką, jak pisałam ten tekst. Żeby nie wyszło źle. Żeby każdy mnie dobrze zrozumiał. Żeby moja Usa nie wyglądała tak źle.
Tekst powstał. Przerabiałam go kilka razy.
I chyba śmiało mogę stwierdzić, że moje teksty można podzielić na te przed szybą i po szybie. Przynajmniej dla mnie to był przełom.

Mięta. Poniekąd w klimatach szyby. Ale jednak sama swoja. To był impuls. Pytanie: co by było, gdyby. Odpowiedź? Tekst. Napisany szybko, nie za długi. Ale równie ważny. Granica? Życia i śmierci.

Niespełniona? Granica mroku. Ktoś mi kiedyś napisał, że ten tekst jest zbyt mroczny dla tej osoby. Jak dla mnie mroku jest tam za mało, za słabo go wyzyskałam. Ale, ja nigdy nie jestem do końca zadowolona ze swoich tekstów. Granica? Jeszcze jedna? Jakiejś brutalności. Tak, to pewnie to.

Ale po co ja to tutaj piszę? Bo zastanawiam się, dokąd mnie to wszystko zaprowadzi. Jakie granice pokonam w dalszej kolejności. Z których się wyzwolę. Które przebrnę. No i, przede wszytskim, czy ktoś jeszcze będzie w stanie to przeczytać. Bo, mam takie wrażenie, moje teksty stają się coraz  cięższe.

Buszuję po blogach. Mnówsto nowości. Niektóre lepsze, inne gorsze. Ale w nowościach, wszędzie widzę tą SM-kowość. Czy to dobrze? Nie wiem. W końcu ja jestem już za szybą.

Nie chcę się ograniczać. Bądź co bądź, pisanie sprawia mi przyjemność. Ale pisanie kreatywne. Nie powielanie schematów i akurat nie mówię tu o wojnie blogowej, którą udało mi się wywołać. Mówię tu o przekraczaniu granic właśnie. Chyba nie można się tego bać. Nie można się bać samego siebie.

Co jeszcze? Zobaczymy, dokąd zajdę.

A teraz kilka spraw organizacyjnych.

"Bez przyszłości". Przerwa w dostawie prądu. Akumulatory padły. Jak się nałądują, będzie dalsza część. A póki co. Mamy zasilanie awaryjne.

To, co sie tu pojawi, zostało już ukończone jakiś czas temu. I rónież jest dla mnie ważne. I też jest przekroczeniem pewnej granicy. Krótki, kilkurozdziałowy tekst, żeby nie było przestoju na blogu. Mam nadzieję, że nie zbyt mroczny.

A póki co. Przekroczmy granice.

Eniee

Komentuj(4)


godz: 23:33 data: 2012.01.9
Bez przyszłości: Rozdział 8

Zaspała na zajęcia. Obudziła się z potwornym bólem głowy. I nie pamiętała wszystkiego z poprzedniego wieczoru. Na szczęście Ikuko wyszła rano na miasto. Nie musiała więc się tłumaczyć.

Wzięła szybki prysznic i zaparzyła sobie mocnej kawy z nadzieją. Że to postawi ją na nogi.

Wzięła też proszki od bólu głowy.

Pochyliła się nad swoim planem zajęć.

Nie, już chyba nie ma sensu na nic iść.

Zegar wybijał godzinę trzynastą.

Wróciła do pokoju i usiadła na parapecie z kubkiem małej czarnej. Uchyliła okno zapalając papierosa. Uwielbiała tu siedzieć i spoglądać przez szybę na świat. Na spadające liście, na ludzi spieszących, to tu, to tam, na świecące już coraz słabiej słońce.

Przyszłość. Wydawała się jej jeszcze bardziej tajemnicza niż ostatnio. Ale to chyba dobrze. W końcu człowiek nie powinien znać swojej przyszłości.

Mamoru. Czy był jej pisany, czy też nie, teraz już była niemalże pewna, że go nie kocha. Pogubiła się co nieco.

Z zamyślenia wyrwał ja uporczywy dźwięk telefonu.

Niechętnie odebrała. Ten dzwonek działał wyjątkowo drażliwie na jej obolałą głowę.

- Witaj. Jak samopoczucie? Ciągle jesteś  na mnie zła? – usłyszała znajomy, niski głos.

- Zła? – zdziwiła się – ale za co?

Odpowiedział jej tylko głośny śmiech mężczyzny.

- Błagam, ciszej – powiedziała dobitnie.

- Widzę, że chyba nieźle cię wczoraj wzięło – mówił z trudem panując nad emocjami.

- Trochę – powiedziała cicho.

- Zresztą, nieważne. Masz jakieś plany na dzisiejsze popołudnie?

- Na popołudnie? – powtórzyła – nie, raczej nie.

- To świetnie, w takim razie przyjadę po ciebie o piętnastej.

- Ale po co?

- Zobaczysz. Na razie!

 

Zdziwiona odłożyła telefon na półkę. Wróciła do kubka z kawą. Siedziała bez ruchy jeszcze przez dłuższy czas.

 

O umówionej godzinie wyszła przed dom. Nie chciała, aby jej matka widziała Diamanda. Zamęczyłaby ją pytaniami. A i tak ciągle męczyła ją o Mamoru i czy aby na pewno wszystko jest w porządku. Przecież nie było! Ale wolała jej o tym nie mówić.

- Gdzie jedziemy? – spytała na powitanie.

- Do ogrodu botanicznego – odparł białowłosy z tajemniczym uśmiechem na twarzy.

- O tej porze roku? Przecież nic tam nie zobaczymy!

- Wszystko się okaże – wyszeptał nachylając się do jej ucha, co wywołało rumieńce na jej twarzy.

 

Ruszyli. Mijali kolejne domy, ulice. Ich punk docelowy położony był poza obrębem miasta. Pomiędzy nimi zapanowało kłopotliwe milczenie. Żadne nie mogło się odważyć, by je przerwać. Jechali więc w ciszy. Przez ulice kolorowych liści.

 

Samochód zostawili przed sporym, białym budynkiem. Weszli do środka. Diamand prowadził ją krętymi korytarzami, aż znaleźli się pod ogromną, szklaną kopułą. Dokoła nich kwitło życie. Zielona trawa, drzewa, kwiaty. Zupełnie tak, jakby lato się tutaj zatrzymało na zawsze.

- Tu jest… pięknie – wyszeptała Usa.

- Cos czułem, że ci się spodoba.

Choć jesień nie trwała jeszcze zbyt długo, złotowłosa zdążyła już się stęsknić za takimi widokami.

Spacerowali dość długo. Diamand okazał się być znawcą najróżniejszych roślin. Z zapałem roztłumaczał dziewczynie co jak się nazywa, skąd pochodzi i dlaczego nie jest do końca takie zwyczajne.

W końcu zmęczeni wędrówką usiedli na trawie w pobliżu krzewu jaśminu.

- To naprawdę niesamowite miejsce – mówiła ciągle będąc pod wrażeniem – nie miałam pojęcia, że w Tokio znajduje się coś takiego. Mogłabym tu zamieszkać – roześmiała się.

- Nie musisz – powiedział dość tajemniczo, a ona zmierzyła go wzrokiem – w przyszłości to Kryształowy Ogród będzie najpiękniejszym tego typu miejscem na Ziemi, a ty, jako królowa, będziesz mogła przebywać tam ile tylko będziesz chciała.

Westchnęła smutno.

- Tak, przyszłość.

Powoli wstała i zrobiła kilka kroków.

- Jak widzę, chyba nie cieszysz się na myśl o niej, prawda?

- Nie mam powodów, by się cieszyć – kątem oka spojrzała na stojącego za nią mężczyznę i po raz kolejny z jej piersi wydobyło się ciężkie westchnienie.

Diamand patrzył na nią uważnie.

- Nie chcesz zostać królową? – spytał z niedowierzaniem.

- Nie – odparła cicho.

Podeszła do krzewu jaśminu i ostrożnie wtuliła twarz w białe kwiaty.

- Dlaczego? – Diamand zapytał po dłuższej chwili wciąż nie mogąc otrząsnąć się z szoku, jaki spowodowały jej słowa.

- Nie nadaję się na królową. Spójrz na mnie – na moment przeniosła wzrok na mężczyznę, lecz już po chwili jej oczy powróciły do intensywnie pachnących kwiatów – jestem rozpuszczonym dzieckiem, nieokrzesaną dziewczyną. Beksą, która boi się własnego cienia.

- Ludzie się zmieniają, moja droga.

- Tak, ale ja nie chcę.

Ponownie jej słowa go zmroziły.

- Nie chcę się zmieniać – kontynuowała – dobrze jest tak, jak jest. Robię to, na co mam ochotę. Jestem szczęśliwa. Wolna.

- Naprawdę jesteś szczęśliwa? – dopytywał.

- Nie – spojrzała na niego smutnymi oczyma – nie jestem – westchnęła cicho – Ale bycie królową unieszczęśliwi mnie jeszcze bardziej.

 

Siedział w swoim gabinecie pijąc wino i paląc papierosa. Obserwował przez szybę oświetlone różnymi kolorami nocne miasto. Było już grubo po północy. Wciąż rozmyślał o złotowłosej dziewczynie. Jak można nie chcieć być królową? Mieć władzę? Być kimś?

Z rozmyślań wyrwał go kobiecy głos.

- Coś się stało, Książę?

Esmeralda położyła rękę na jego ramieniu.

- Nie, nic. Zupełnie nic.

Przyciągnął ja do siebie i posadził na swoich kolanach.

Tak, ona zabiłaby za taką potęgę, jaką włada Usagi. Nie, Serenity.

Eniee

Komentuj(2)


godz: 13:22 data: 2012.01.4
Bez przyszłości: Rozdział 7

Witajcie ponownie. Przyznaję się bez bicia, dzisiejszy rozdział jest tu głownie po to, aby być rozpieszczaczem:)

I zdradzę Wam w sekrecie, że póki co to mój ulubiony rozdział.

Miłego.

***

Wolne dni minęły szybko i intensywnie. Powrócił czas zajęć i nauki. Na dworze było coraz chłodniej.

Jesień.

Na szczęście zajęć na uczelni nie miała zbyt wiele. Dużo czasu spędzała z przyjaciółkami. Z Mamoru coraz mniej. Czuła, że ciągle oddala się od mężczyzny. W pewnym sensie sama nie wiedziała, czego chce.

 

Tego dnia postanowiła go odwiedzić po zajęciach. Ikuko upiekła ciastka, stwierdziła więc, że trochę mu zaniesie.

Zapukała do drzwi mieszkania. Odpowiedziała jej głucha cisza. Spojrzała na zegarek. Pewnie jeszcze jest w pracy. Otworzyła drzwi kluczami, które kiedyś dostała od mężczyzny i weszła, aby zaczekać na niego w środku.

To mieszkanie zawsze wydawało się jej takie chłodne. Zawsze nieskazitelnie czyste, wszystko poukładane na swoim miejscu. Zostawiła ciastka w kuchni, sama zaś usiadła przed telewizorem. Nawet nie zauważyła kiedy zasnęła.

 

I znowu ten stan, kiedy nie wiadomo, czy to jest jawa czy sen. Oczy ma zamknięte, ale czuje, że coś się dzieje dokoła. Ktoś się koło niej kładzie i obejmuje ją mocno. Czyżby On? Ale tutaj? Skąd? Jak?

Nieznajomy odwiedzał ją co noc i chociaż za każdym razem było namiętnie, to nigdy nie przekroczyli określonego progu. Ale to zawsze było u niej w domu. Nie tutaj!

Objęła go i po chwili poczuła jego usta na swojej szyi. Coś było inaczej. Otworzyła oczy. Mamoru.

Ale tego, co się zaczęło, już nie powstrzymała.

 

Ciemnowłosy leżał w pokoju patrząc w sufit. Ona natomiast pobiegła czym prędzej do łazienki. Chciała się schować, ukryć, żeby tylko nie widział jej łez.

Czuła, że to jest ponad jej siły. Kochała się z Mamoru cały czas myśląc o nieznajomym mężczyźnie, ciągle ich porównując.

Czemu nie mogła przestać o nim myśleć? Przecież to TEN był jej facetem!

Tylko nie była pewna, czy nadal chce, aby nim był.

Szybko poprawiła fryzurę i wróciła do pokoju.

- Mamo-chan, ja już chyba pójdę. Mama pewnie będzie się martwić – rzuciła cicho.

- A nie możesz zadzwonić, że zostajesz na noc?

- Wolałabym nie. Jutro muszę wcześnie wstać. Poza tym, dziś muszę jeszcze co nieco powtórzyć.

- No trudno – westchnął – widzę, że cię nie przekonam. Pozostaje mi się tylko życzyć ci dobrej nocy, Usako.

- Dobranoc – wysiliła się na uśmiech, gdy całował ją w policzek na pożegnanie.

 

Wyglądała jak swój własny cień. Snuła się po ulicach, niczym ten dym z papierosa, którego paliła.

Było ciemno. Okolice dziesiątej. Było zimno. Jesienna aura zagościła już na dobre w mieście. Było mokro. Żółte liście przyklejały się do ławek i chodników.

Szła przed siebie, nawet nie widząc dokładnie gdzie. Wzrok spuszczony, oczy czerwone i zapuchnięte od płaczu. Jedna ręka w kieszeni, w drugiej papieros. Czarny kaptur na głowie. Nie, nie padało. Chciała po prostu schować się przed światem.

Przechodziła przez pasy. Nawet przez myśl jej nie przeszło, aby się rozejrzeć.

Dopiero głośny pisk hamującego samochodu i jasny blask reflektorów postawiły ją powrotem na ziemi.

Zamrugała oczyma. Jeszcze chwila, a znalazłaby się pod kołami auta. Może tak byłoby lepiej…

Już chciała odejść, gdy usłyszała znajomy głos.

- Usagi? Mogłem cię przejechać, ledwo wyhamowałem!

Ona jednak spojrzała tylko na niego smutnymi oczyma.

 

Jechali gdzieś teraz, sama nie wiedziała gdzie. Ale nie obchodziło jej to tak naprawdę. Nic już teraz jej nie obchodziło.

Diamand.

Spotkała się z nim jeszcze kilka razy na filiżance parującego napoju. Zawsze miło im się rozmawiało. Nikomu o tym nie mówiła, ale przecież w końcu nie robiła nic złego.

Ale teraz było jej wszystko jedno.

Odstawił samochód i przeszli kawałek pieszo. Obydwoje milczeli.

Zaprowadził ją do jakiegoś baru.

- Dokument tożsamości poproszę – Usagi podniosła zdziwione oczy na ochroniarza, jakby nie rozumiejąc co do niej mówi – Nie wpuszczamy poniżej 21 lat.

- Hisaki, daj spokój. Ona jest ze mną – szepnął białowłosy.

- O, Diamando. Nie zauważyłem cię. Jasne. Wejdźcie.

 

Pomógł jej zdjąć płaszcz, a następnie przyniósł dwa drinki.

- Co to? – spytała nieśmiało.

- Wypij. Powinno ci choć trochę poprawić humor.

 

Humoru może i nie poprawiło, ale poczuła, jak w dość przyjemny sposób kręci się cały świat.

Drink był dość mocny. Zwłaszcza dla niej – która jak dotąd piła tylko śladowe ilości alkoholu.

Po trzech takich ledwo wiedziała, co się dzieje dokoła.

- Upiłeś mnie, Diamandzie – mówiła.

- Do niczego cię nie zmuszałem.

- Myślisz, że teraz będę łatwiejsza? – zaśmiała się gorzko – Mylisz się i to bardzo.

- Nie zależy mi na tym.

- I tyle twojego szczęścia!

Chciała wstać, jednak Diamand złapał ją mocno za rękę tak, że zachwiała się i po chwili wylądowała na jego kolanach. Czuła, jak ją mocno obejmuje i nie chce wypuścić.

- I co ci to dało?

- Nie wiem, to się dopiero okaże.

- Nic, mój drogi, nic – zaśmiała się.

Nachyliła się do niego i zbliżyła usta. Gdy już brakowało tylko kilka milimetrów, dała mu prztyczek w nos, a powietrze znowu wypełniło się jej śmiechem.

- Mówiłam!

Podpitemu Diamandowi najwyraźniej nie spodobał się ten żart. Złapał ją mocno za podbródek i wręcz zmusił, aby spojrzała mu w oczy.

Nawet w tym stanie ciężko było jej wytrzymać to fioletowe spojrzenie. Tym bardziej, że towarzyszył mu jeszcze niższy niż zwykle, lecz przez to brzmiący o wiele mroczniej głos.

- Uważaj z kim zadzierasz, mała. Nie zapominaj, że mimo wszystko jestem demonem w ludzkiej skórze. Ja zawsze dostaję to, czego chcę – powiedział dobitnie akcentując drugie słowo ostatniego zdania. Gwałtownie puścił jej podbródek.

- Odwieź mnie do domu! – rzuciła obrażonym tonem.

- Jak sobie życzysz, królowo – zaśmiał się.

 

Zamówił taksówkę. W kilka chwil byli pod jej domem. Blondynka otworzyła drzwi.

- Nawet się ze mną nie pożegnasz, skarbie? – spytał drwiąco.

- Dowidzenia! – niemalże krzyknęła i szybko ruszyła w stronę domu.

A on tylko się śmiał.

- Do zobaczenia wkrótce, mała.



Eniee

Komentuj(3)


godz: 16:39 data: 2012.01.3
Bez przyszłości: Rozdział 6

Witam Was w nowym roku! Przepraszam, za tak długą nieobecność, ale Święta i takie tam inne. Sami wiecie.
Jak Wam sie podoba mój nowy, ascetyczny szblon? Stawiam ostatnio na minimalizm.

Ale już dłużej nie zatrzymuję. Miłego czytania.

***

Jasny, sportowy samochód zajechał pod dom państwa Tsukino. Usagi wolnym krokiem szła przed siebie. Już w drzwiach czekała na nią matka.

- Usagi! Na miłość boską, jak ty wyglądasz? Mówiłam ci przecież, żebyś wzięła parasolkę!

- Przepraszam, nie słyszałam – mówiła zdejmując buty – pójdę się przebrać.

Ikuko skinęła głową. Po chwili jednak coś jakby jej się przypomniało.

- Mamoru dzwonił.

- Mamoru? – zdziwiła się. Wspomnienie mężczyzny mimowolnie obniżyło jej nastrój.

- Tak. Chciał z tobą wyjść. Ale powiedziałam mu, że cię nie ma.

- To czemu nie zadzwonił do mnie na komórkę?

- Podobno próbował, ale była wyłączona.

Blondynka sięgnęła do kieszeni po telefon. No tak. Zawsze podczas burzy go wyłącza. Najwidoczniej zapomniała ponownie go uruchomić.

- Rzeczywiście. To nic. Odezwę się do niego.

Pobiegła na górę.

Mokre ubrania wrzuciła od razu do pralki, a sama zanurzyła się w wannie wypełnionej parującą wodą.

Diamando…

Wbrew temu, czego się spodziewała, spędziła miły wieczór w jego towarzystwie. Przyjemnie im się rozmawiało.

Ale po co dałaś mu swój numer telefonu, baka Usagi?

To był impuls. Stwierdzili, że tak o wiele łatwiej umówią się na następne spotkanie.

Bo przecież było miło.

Bo przecież w końcu nie robili nic złego.

Bo przecież jeśli nawet, to i tak przyszłość zależy tylko od niej.

Wróciła do pokoju.

Przed snem zadzwoniła jeszcze do Mamoru. Zmyślnym kłamstwem wytłumaczyła swoją nieobecność. Westchnęła na myśl, że wkrótce będzie musiała spędzić z nim trochę więcej czasu.

 

Tymczasem w jednym z tokijskich biurowców trwała burzliwa dyskusja.

- Więc ciągle nie możecie ich znaleźć? – zabrzmiał niski głos.

- Nie – ciemnowłosy mężczyzna uderzył bezsilnie pięścią w ścianę – jak to jest możliwe, że żyjemy w tym samym mieście, a ciągle się mijamy?

- Czy to  możliwe, aby chroniła je moc Srebrnego Kryształu? – spytał inny, płomiennowłosy.

- Tak – odparł niski głos – odkąd zostały oczyszczone jakaś siła może separować je od nas.

- Ale z nimi odtworzenie Diamentowego Królestwa poszłoby o wiele sprawniej! – niemal wykrzyknął brunet.

- Wiem – uciął krótko najdostojniejszy spośród nich.

Wstał i skierował się w stronę stolika po lampkę czerwonego wina.

 

Od dawna marzył o odtworzeniu rodzinnego królestwa. Zasiadałby na tronie z ukochaną Królową przy boku. Ale był jeszcze jeden problem.

Ta Usagi nie była tą Serenity, która zawładnęła jego sercem. Tamta była o wiele bardziej dojrzała, opanowana, nie rozchwiana emocjonalnie i opryskliwa jak ta nastolatka. Jednak nawet Usagi miała w sobie coś, co go przyciągało.

- Będziesz moja – wyszeptał – i ciałem, i duszą. Tylko moja.

 

Esmeralda ukradkiem spoglądała na Księcia. Bez trudu domyśliła się, o czym myśli.

- Niedoczekanie.

 

Przyszedł tak samo, jak ostatnio. Pojawił się nagle i od razu wziął ja w ramiona. Nie broniła się. Poddała się jego pieszczotom całkowicie. Chociaż nadal go nie widziała. Chociaż nadal nie miała pojęcia, kim  jest. Nie widziała go, nie słyszała…



Eniee

Komentuj(4)




Strona Główna | Księga Gości | O mnie | Archiwum | Linki



Menu bloga
Strona Główna
Księga Gości
O mnie
Archiwum
Linki



2012
Styczeń
2011
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2010
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec


Blog Brzydulki 2

Blog Aruell SM

Blog Aruell BM

Blog Aiivv

Blog Neptune

Blog Brzydulki;)

Czarna Róża
Mój drugi blog
Blog Króliczka

Blog Cili

Blog Seiusy




Dzisiaj
Odsłon
47
W tym miesicu
Odsłon
1983
W tym roku
Odsłon
1983



Kanał RSS



O mnie

Napisać coś o sobie? Yyy... Nienormalna, zwariowana, niereformowalna, z masą (po części wyimaginowanych) problemów, matka żona i kochanka sztuki und sarkazmu- jak to ktoś kiedyś o mnie napisał;P A tak poza tym to... no! Sobą jestem! I piszę, bo lubię! Bo pisanie jest życiem, jawą i snem jednocześnie!

Napisz do mnie